poniedziałek, 11 czerwca 2012

Nie wydaje mi się, żeby pomidor był ziołem, słyszałam ostatnio, że jest nawet owocem, ale to nie przeszkadza, żeby go tutaj opisać. Tegoroczne sadzonki są naszym pierwszym podejściem do pomidorków koktajlowych, ale jakby nie patrzeć mają się dobrze i rosną z ogromnym uporem. Zanim ziarenka wykiełkowały minęło kilka dni, więc podejrzewaliśmy, że może nie być dobrze.. Ale dały radę :)

pomidorki koktajlowe

Po kilu dniach w doniczce był już zielono i gęsto, więc połowę roślinek przenieśliśmy do drugiej donicy. Dziś musieliśmy już kupić bambusowe tyczki, żeby długie łodygi trzymały pion :)

pomidory koktajlowe

Mamy nadzieję, że już niedługo pojawią się kwiatki i przy odrobinie szczęścia wyhodujemy własnego pomidorka! Nie mogę sobie nawet wyobrazić z jakim namaszczeniem musielibyśmy go jeść, żeby w pełni docenić całą pracę jaką włorzyliśmy w wyhodowanie krzaczków. Wspaniałe jest to, że dotykając liści krzaczków pomidorkowych, na dłoniach zostaje intensywny zapach pomidorów, co jeszcze bardziej dopinguje do dbania o rośliny i podsyca apetyt na małe warzywka, które mają się na nich pojawić.

08:39, ewolucjawkuchni
Link Komentarze (7) »
niedziela, 10 czerwca 2012

Tak wiem, ozdobne słoneczniki to nie zioła. Nie są nawet jadalne, więc co robią na tym blogu? Otóż, są najpiękniejszymi roślinkami jakie udało nam się wyhodować w tym roku. Szykują się już powoli do tego, żeby zakwitnąć! Więc pozwólmy im na swoje 5 minut ;)

Zaczęło się niepozornie:

słoneczniki

Całkiem zaszalały i obecnie wyglądają tak (dla porównania kapeć Bartosza. Tak się wpychał do tych zdjęć, że ostatecznie pozwoliłam mu wstawić stópkę w kadr):

słoneczniki

I jeszcze "perełka" z dysku, zdjęcie naszej pierwszej hodowli ziół!

hodowla ziół

17:55, ewolucjawkuchni , zioła
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 czerwca 2012

Zdecydowanie nie znoszę piłki nożnej, nawet mecze naszej reprezentacji nie interesują mnie ani odrobinkę. Moja antypatia okazała się nawet całkiem pożyteczna i obudziła nową falę kuchennej kreatywności. Miałam w piątek usmażyć dorsze, ale zamiast filetów kupiłam całe ryby, niestety dość małe. Planowałam je upiec w całości, ale miały łuski, nie chciałam wcale ich skrobać, więc postanowiłam zrobić filety. Po zdjęciu skóry całkiem się porozpadały, a po oddzieleniu od kręgosłupa miałam już praktycznie mięso mielone...(Może poszłoby mi łatwiej gdybym miała ostry nóż, ale nie mam, żeby się przypadkiem nie pociąć). Z mięsa mielonego zrobiłam "kotleciki", zalałam sosem pomidorowym, ozdobiłam grillowanymi warzywami i wyszło całkiem ok :)

Absolutnie nie napiszę, że mężczyźni mają spocząć na kanapie, a kobiety iść do garów, ale przy gotowaniu można odrobinę skupić uwagę i nie słuchać tych wrzasków "domowych kibiców". Oby to Euro jakoś szybko minęło...

Podobno grecy na nazwę "ryba po grecku" przecierają oczy ze zdziwienia, dlatego przy tak ważnej okazji, jaką jest mecz Polska- Grecja, pozwoliłam sobie nadać rybie taką nazwę i ani myślę jej zmieniać.

ryba po grecku

składniki:

  • 2 małe dorsze (lub oszczędźcie sobie kłopotu i kupcie filety),
  • pół bułki,
  • jajko,
  • sól, pieprz, koperek, imbir (do ryby),
  • puszka pomidorków,
  • sól, pieprz, cukier (do sosu),
  • czerwone cebule,
  • cukinia,
  • pomidorki koktajlowe,oliwki,
  • bazylia (korzystamy już z wyhodowanej przez nas!).

przygotowanie:

Rybę siekamy drobno, dodajemy jajko, namoczoną i odsączoną z wody bułkę, lepimy okrągłe kotleciki i smażymy. Układamy w naczyniu żaroodpornym i zabieramy się za sos pomidorowy.

Pomidory z puszki wlewamy na patelnię, doprawiamy, dusimy przez kilkanaście minut, można dodać też bazylię. Sosem zalewamy kotleciki.

Warzywa grillujemy na patelni do grillowania. Układamy na zalanej sosem rybie, posypujemy oliwkami i świeżą bazylią. Przed podaniem wkładamy na kilkanaście minut do piekarnika, żeby wszystko się przegryzło i gotowe!

ryba po grecku 2

niedziela, 20 maja 2012

W ostatnią sobotę wróciłam do domu po zajęciach w porze już nie obiadu, a raczej obiadokolacji. W związku z tym za przygotowanie obiadu odpowiedzialny był Bartosz. Nie obawiałam się ani odrobinę, ponieważ znam jego fantazję :) ale na pewno nie spodziewałam się aż takiego efektu :). Podniósł sobie poprzeczkę biedaczek i teraz będę oczekiwała takich polędwiczek przynajmniej raz w miesiącu! Przygotowane w ten sposób są bardzo soczyste i praktycznie rozpływają się w ustach. Bez wątpienia była to zasługa kucharza, jednak ciężko z polędwiczek zrobić podeszwę, nie oczekujcie, że da się tak przygotować np schab.

grillowane polędwiczki

 

składniki:

  • polędwica wieprzowa (normalna, surowa, w jednym kawałku)
  • liście szpinaku,
  • ser pleśniowy,
  • masełko,
  • sos sojowy,
  • ząbek czosnku,
  • sól i pieprz.

przygotowanie:

Polędwicę kroimy na medaliony (tak, tak w medaliony, w plasterki to można sobie pokroić schab, a nie polędwicę) polewamy sosem sojowym, doprawiamy pieprzem i solą. Odstawiamy na godzinkę "do przegryzienia". Rozgrzewamy patelnię do grillowanie i skrapiamy odrobiną oleju. Kładziemy każdy medalion na patelnię na jedną minutę z każdej strony, dzięki temu będą usmażone, ale nie na tyle, żeby się wysuszyć w środku. Będą bardzo soczyste o przyjemnej konsystencji. W międzyczasie szpinak wrzucamy na patelnię z rozgrzanym już wcześniej masłem. Doprawiamy pieprzem, solą i ząbkiem czosnku. Do podsmażonego szpinaku dodajemy pokrojony ser pleśniowy i podgrzewamy aż się roztopi. Na talerzu układamy polędwiczki dookoła szpinaku i gotowe. Błyskawiczne i genialne. Smacznego ;)

09:50, ewolucjawkuchni , mięso
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 maja 2012

W zeszłym roku postanowiliśmy wysiać zioła, których najczęściej używaliśmy do gotowania. Obserwowanie, jak z dnia na dzień roślinki stawały się coraz większe, dawało nam wiele radości. Łatwe okazało się wyhodowanie bazylii i koperku, średnio trudne oregano, natomiast wymagania mięty trochę nas przerosły i przywieźliśmy sadzonkę z ogrodu mamy, która w szczytowym momencie miała ponad 150 cm :). Następnie zakwitła (kwiaty mięty brzydko pachną), przycięliśmy długie łodygi i mięta rozrastała się nadal, zrobił się z niej spory krzak.

krzak oregano

kwitnące oregano

bazylia

W tym roku poszliśmy na całość i posadziliśmy nowe, niehodowane przez nas roślinki: rukolę, czerwoną bazylię, a nawet pomidorki koktajlowe. Obecnie czekamy na dni, kiedy będziemy mieli stuprocentową pewność, że nie ma już przymrozków i roślinki będą mogły wygrzewać się na tarasie całą dobę, a nie tylko w słoneczne dni.

Nie muszę chyba pisać, jak wiele zastosowań miały własnoręcznie wyhodowane roślinki w naszej kuchni. Były obowiązkowym składnikiem wielu dań, drinków, a niektóre z nich zimowały w słoikach razem z suszonymi pomidorami. W tym roku mamy zamiar zrobić aromatyzowaną oliwę, w której (mam nadzieję) będą pływały zioła z naszego tarasowego ogródka.

Dziś zamieszczam zdjęcia "maluchów", ale mam nadzieję, niedługo będę mogła zamieścić zdjęcia bardziej dorodnych okazów :)

domowe zioła

wtorek, 08 maja 2012

Przepis na ten trunek widziałam na wielu stronach, więc ciężko wskazać prawowitego autora :) Prawdziwe malibu jest przezroczyste, z tego przepisu wychodzi kokosowe alkoholowe mleczko, które nie wymaga dodatkowych składników, aby było zdatne do wypicia. Zastosowań jest nieskończenie wiele. My większość wypiliśmy z kawą (używaliśmy zamiast mleka). Moja mama natomiast nasączała tym trunkiem blaty biszkoptu w torcie, jednak smakuje równie dobrze po prostu wlane do kieliszeczka ;)

domowe malibu

 

składniki:

  • 200g wiórków kokosowych,
  • puszka mleka skondensowanego słodkiego,
  • puszka mleka skondensowanego niesłodzonego,
  • puszka mleczka kokosowego,
  • pół litra wódki.

przygotowanie:

Wiórki kokosowe wsypujemy do dużego słoika i zalewamy wódką. Myślę jednak, że lepiej byłoby użyć spirytusu, nasze malibu wyszło całkiem słabe, a spora część wódki wsiąkła w wiórki. Słoik zakręcamy i odstawiamy przynajmniej na tydzień. Po tym czasie odsączamy wiórki. Najlepiej wyciskać je przez gazę. Odzyskany płyn o wyraźnie kokosowym aromacie mieszamy z mleczkiem z każdej z trzech puszek. Jeżeli nadal posiada grudki, warto zmiksować. Teraz wystarczy poczekać kilka godzin aż trunek się przegryzie.

18:50, ewolucjawkuchni , drinki
Link Komentarze (2) »
sobota, 28 kwietnia 2012

Lubicie pasztet? Ja uwielbiam, ale niestety nie mam zaufania do pasztetów kupionych w sklepie. Dlatego sama go upiekłam, mając pewność, że do środka trafiły same dobre produkty. Próbowałam zredukować tłuszcz do minimum, ale troszeczkę niestety trzeba dodać, żeby się ładnie trzymał.

składniki:

  • kilogram mięsa z indyka, dobrze jeśli trafi się trochę tłuszczu,
  • ponad pół kilograma wątróbki z indyka,
  • pietruszka, kawałek selera, trzy marchewki,
  • zwykła bułka pszenna,
  • 2 jajka,
  • masełko,
  • majeranek,
  • sól i pieprz.

przygotowanie:

Mięso i wątróbkę gotujemy razem z włoszczyzną w posolonej wodzie. Mielimy trzykrotnie w maszynce do mięsa razem z marchewkami (można je pominąć, ale moim zdaniem marchewki fajnie współgrają ze smakiem wątróbki) i nasączoną w powstałym bulionie bułką (nasączoną i wyciśniętą, jak do kotletów mielonych). Następnie do całej przemielonej masy wbijamy dwa jajka, solimy i pieprzymy, dodajemy majeranek. Przekładamy do blaszki, smarujemy wierch masełkiem i pieczemy dobrą godzinkę w 180 stopniach.

Można też zrobić wersję baaardzo tłustą jeżeli ktoś nie liczy kalorii. Mięsko z indyka można zastąpić samymi podrobami (w moim przypadku były to podroby z dwóch gęsi i kaczki) a bułkę namoczyć w kaczym lub gęsim tłuszczu. Wierzch pasztetu przed pieczeniem też posmarować tłuszczem z kaczki lub gęsi, zamiast masłem. Jest to wersja bardzo tłusta, ale podobno tłuszcz właśnie jest nośnikiem smaku w potrawie ;) Nie muszę pisać, że druga wersja była wyśmienita, ale nie zdecydowałabym się jeść takiego pasztetu częściej niż tylko na święta.

pasztet z indyka


niedziela, 15 kwietnia 2012

Wśród wielu tart które już przyrządziliśmy przyszedł czas na klasyczne połączenie, czyli pomidory i mozzarellę. Jedzona na ciepło była bardzo sympatyczna: ciągnąca i miękka :) W każdym razie mile zaskoczył nas rezultat dlatego polecamy z czystym sumieniem :)

caprese na gorąco

składniki:

  • kulka mozzarelli,
  • dojrzały, duży pomidor,
  • czarne oliwki,
  • ewentualnie bazylia,
  • 3 jajka,
  • śmietanka 30%,
  • sól, pieprz,
  • 3,5 szklanki mąki,
  • 4 żółtka,
  • kostka masła
  • odrobina proszku do pieczenia.

przygotowanie:

Z podanych składników zagniatamy ciasto, dzielimy na cztery części, jedną częścią wypełniamy blachę na tartę, nakłuwamy widelcem, zapiekamy w średnio nagrzanym piekarniku. Pozostałe trzy kawałki zawijamy w folię i chowamy w zamrażarce.

Na upieczonym spodzie układamy na przemian plasterki pomidora i mozzarelli, posypujemy czarnymi oliwkami. Zalewamy miksturą z jajek i śmietanki, doprawioną solą i pieprzem. Pieczemy około 15 minut w 200 stopniach.

czwartek, 22 marca 2012

Tortilki z wędzonym łososiem są bardzo miłe w smaku. Dobrze jest zrobić je dłuższy czas przed podaniem (powiedzmy, około dwóch godzin), żeby tortilla zwilgotniała i stała się miękka. Największym plusem tej przekąski jest fakt, że robi się ją błyskawicznie. Możną ją jeść bez użycia noża i widelca. Ostatnio znalazła się na mojej liście "top 10 imprezowych przekąsek".

tortille z edzonym łososiem

składniki:

  • 4 tortille,
  • kremowy serek śmietankowy (używam turka),
  • wędzony łosoś,
  • oliwki, suszone pomidory, ogórki konserwowe itd. (opcjonalnie oczywiście).

przygotowanie:

Na placku tortilli rozsmarowujemy serek, układamy pasek wędzonego łososia, ewentualnie inne dodatki i zawijamy w rulon. Kroimy na skos i gotowe! :)

niedziela, 26 lutego 2012

Do deseru potrzebne są pierścienie cukiernicze. Dzięki nim nie trzeba robić tortu, który pokruszy się przy krojeniu, ale można zrobić osobny torcik dla każdej osoby. Słodka beza jest tu przełamana kremem kawowym, dzięki czemu "zasłodzenie" jest odrobinkę odwleczone w czasie :)

mini torcik bezowo-kawowy

składniki (na 2 porcje):

  • beziki,
  • 250ml kremówki,
  • 2 łyżeczki rozpuszczalnej kawy,
  • 2 łyżeczki cukru,
  • odrobina kakao do posypania.

przygotowanie:

Kremówkę ubijamy z cukrem i kawą rozpuszczalną, czekamy 10 minut i ubijamy ponownie, (aby wszystkie gródki  kawy miały czas się rozpuścić). Do pierścienia cukierniczego wsypujemy pokruszone beziki, następnie odrobinę kremu, znów warstwa bezików, krem i wstawiamy do lodówki aby się przegryzło. Przed podaniem, ostrożnie wyjmujemy z pierścienia i posypujemy odrobina kakao.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13

ZAPRASZAM NA MÓJ BLOG O SZYCIU!

Flag Counter Durszlak.pl